← Wpisy

Powrót do Itaki. Koniec wojny między biznesem a duchowością


Powrót do Itaki jest zgodą. Akceptacją tego, czego nie chciałem dostrzec przez całą swoją podróż po różnych wersjach siebie. Jest jak dobry posiłek zjedzony we własnym domu po latach podróży po świecie. Ma w sobie moc zaspokojenia ciała i jednoczesnego ukojenia duszy.

W świecie zagadkowe i fascynujące zarazem jest to, że w takim micie, który ludzkość zna od tysięcy lat, wciąż jest tyle aktualnej prawdy o ludzkim istnieniu. I wciąż każdy z nas potrzebuje tę prawdę odkryć na nowo, sam ze sobą. Tak jakby każde istnienie mogło osiągnąć zrozumienie jedynie przez doświadczenie tej drogi – nie wystarczy wcześniej poznać historii innych. Tu znowu przychodzi na myśl analogia natury jako nieuniknionego procesu, którego nie da się przyspieszyć. Ludzkość doskonale wie już dziś, jak rośnie źdźbło trawy, ale wciąż nie jest w stanie sprawić, by wyrosło zaraz po wsadzeniu ziarna. Swój czas i swoje procesy muszą minąć.

Ależ to piękne doświadczenie życia.

Powrót do Itaki wiąże się też dla mnie z jednym wnioskiem – kto wie, czy nie najistotniejszym. A mianowicie z obaleniem wcześniejszych przekonań, że muszę „być jakiś”, że potrzebuję wybrać. Albo bogactwo, albo duchowość. Albo rodzina, albo praca. Albo będę osadzonym duchowo filozofem, albo pragmatycznym, sfokusowanym przedsiębiorcą. A teraz jakby te granice znikają. Podziały nie są potrzebne, wybory nie są konieczne.

Siadam teraz, by na potrzeby zrozumienia siebie – a dzięki temu także świata – napisać kilka słów będących owocem mojego twórczego wołania, może i talentu czy predyspozycji. Kiedy skończę, mogę wybrać swój cel biznesowego rozwoju, skupić się i wprowadzić koncepcję nowej marki, po czym usiąść i uczyć się prostych słówek, na przykład w języku tajskim. Nie ma znaczenia, że – jak mogłoby się wydawać – waga tych czynności jest tak różna i odległa. Znaczenie ma tu fakt, że wszystkie wychodzą z mojej potrzeby tworzenia.

Zmianą jest to, że dostrzegam dziś, iż nie muszę wybierać między nimi, nie muszę oznaczać, co jest ważniejsze. Każda z tych czynności jest przejawem mojej duszy, mojej potrzeby twórczej.

Wracając do Itaki, widzę, że to jest moje naturalne, najprostsze i najzdrowsze widzenie świata. W Itace widzę, że dziś jedyne, co ważne, to podążać za tym, już nie rozdrabniając się na poszukiwania, wnioski czy rozmyślania: czy mogę, czy powinienem, czy jestem tego godzien.

Dziś dzień zaczyna się od nowa. Każdy z nowym nastawieniem. Czas codziennie stawać się najlepszą wersją swojego istnienia, najlepszym ze swoich wyborów. Nie tracić koncentracji na rozmyślaniach, lecz iść naprzód, kształtując swój dzień według własnego pragnienia. Ze stuprocentowym skupieniem: wstać, dostrzec światło i wznosić się w górę jak źdźbło trawy przy każdym wschodzie. A po dniu docenić ciemność nocy, by zregenerować się, wzmocnić, napoić i pożywić.

Ta mądrość, która przecież nie jest moja, bo jest wszechobecnym prawem natury, jest tak prosta i przejrzysta, że aż trudno dostrzegalna dla nas we wczesnej fazie życia.

Częścią mojej historii jest to, że nie dawałem sobie prawa, by dzielić się tym, co dla siebie uważam za dobre. Stłumiłem w sobie zdolność i prawo do komunikowania:

„To jest to, jak widzę życie. Weź coś z mojego doświadczenia, a być może szybciej zrozumiesz swoje.”

Ale powrót do Itaki to zmienia.

Wiem, co przeżyłem. Wiem, jakie doświadczenia i zdolności rozumienia świata zebrałem po drodze. Więc czas już wyjść z tym do innych. Pomóc im stawać się najlepszą wersją siebie w najprostszy możliwy sposób. Kwitnąć i wzrastać w równowadze.